20
lipiec
2018

Aferyprawa - Adwokaci i ich "żądza pieniądza" oszustwa i brak kompetencji, czyli miernota prawnicza i sądownicza - artykuł z Dziennika.

opublikowano: 26-10-2010

AFERY PRAWA ŻĄDZA PIENIĄDZA - OSZUSTWA ADWOKATÓW DZIENNIK

Adwokaci i ich "żądza pieniądza" oszustwa i brak kompetencji, czyli miernota prawnicza i sądownicza - artykuł z Dziennika.

"Polskich adwokatów opętała moc pieniądza"

Coraz częściej adwokat jest odbierany jako pomocnik przestępcy, jego poplecznik. Jeden i drugi mają doprowadzić do tego, żeby oszukać sąd, wyprowadzić w pole sprawiedliwość, przekupić jakiegoś policjanta, prokuratora - pisze Jerzy Jachowicz, publicysta DZIENNIKA.

Upalny wrzesień. Południe. Pod Ministerstwo Sprawiedliwości podjeżdża polonez na dolnośląskich numerach. Wysiada z niego łysiejący 40-latek, mecenas Robert P. Wkłada marynarkę na przesiąkniętą potem białą koszulę. W rękach, również mokrych od potu, trzyma szarą kopertę. "10 tysięcy, tak? Policzyła pani?" - pyta siedzącą obok zapłakaną kobietę. Wkładając kopertę do wewnętrznej kieszeni marynarki, mówi: "Proszę się nie niecierpliwić. Jeśli w pokoju prokuratora ktoś będzie, muszę poczekać, aż zostaniemy sami. Proszę się nie martwić. Syn wkrótce wyjdzie" - dodaje.

Po chwili znika w drzwiach prowadzących do biura przepustek. Stamtąd wchodzi do malutkiej salki dla interesantów, siada przy ministoliku. Wyjmuje z teczki kolorowy tygodnik motoryzacyjny. Po ok. 40 minutach chowa tygodnik do teczki i wraca do samochodu. "No, teraz już powinno pójść jak z płatka" - mówi. 
- "Dziękuję, że pan się tak poświęca" - mówi cicho kobieta.

Żądza pieniądza
"Co pan powie? Ojciec wyjdzie?! Ile pieniążków szykować" - mówi do adwokata Michała G. młoda kobieta, córka siedzącego w areszcie rolnika Józefa B.
Rzecz się dzieje w dużej wsi w Wielkopolsce w pobliżu Gostynia.
Adwokat, rozkładając ręce w geście bezradności, mówi: "Kaucja za ojca nie jest mała. 45 tysięcy złotych".
Po przekazaniu adwokatowi tej kwoty wychodzący z aresztu Józef B. dostał informację z sądu, że kaucja wynosiła... 10 tys. zł. Rodzina zażądała więc od mecenasa zwrotu 35 tys. Ten odmówił oddania. Twierdził, że tyle kosztowało go "załatwienie sprawy".

W styczniu tego roku w Bydgoszczy wniesiono akt oskarżenia przeciwko mecenasowi Bartoszowi P. o przyjęcie 100 tys. zł za obiecanie rodzinie aresztowanego Marka L., że ten wyjdzie na wolność. Wcześniej zażądał od rodziny Marka L. 500 tys. euro, aby "sprawę prowadził dobry prokurator".

Wyłudzanie pieniędzy przez adwokatów od swoich klientów jest stale rozszerzającą się plagą. To niejedyna patologia, jaka zagnieździła się w polskiej adwokaturze w ostatnich latach. Nieuczciwa konkurencja, powiększanie szarej strefy, upadek profesjonalizmu, łamanie i lekceważenie norm etycznych zawodu, słabiutki, nieruchawy samorząd - to tylko niektóre choroby sprawiające, że adwokatura jest dramatycznie zainfekowana od wewnątrz.

Wszystko można usprawiedliwić. To prawda, że adwokatura nie działa w próżni. Niczym w systemie naczyń połączonych współdziała na co dzień z policją, prokuraturą, sądem. O tym jej najbliższym otoczeniu też się nie da powiedzieć zbyt wiele dobrego. Myślę, że jakiś drobny udział w tym coraz czarniejszym jej obrazie mają i media. Ale też jej poważny kryzys pogłębiają politycy, którzy brutalnie łamią tradycją przypisane adwokaturze prawa, przywileje i wartości. Władza państwowa w imię populizmu, nie zdając sobie do końca z tego sprawy, kruszy ten jeden z najważniejszych składników demokracji.
Czy polska adwokatura ma jeszcze szansę podźwignąć się z tego dna? Bałbym się dziś rzecz przesądzać na jedną bądź drugą stronę. Jedno jest pewne. Nie zdoła tego zrobić bez wysiłku całego środowiska.

Nijakość
Na marazm i przeciętność zamieniającą się w nijakość narzekają sami adwokaci. Nie widać wśród nich żadnej wybijającej się postaci. Przeważają przeciętne, niczym niewyróżniające się osobowości.
Przed kilkunastoma laty adwokaci byli bezapelacyjnym liderem wśród zawodów zaufania publicznego. Zaraz za nimi plasowali się dziennikarze i artyści. Oczywiście tylko ci dziennikarze, którzy odmawiali pracy w reżimowych mediach, oraz ci artyści, którzy bojkotowali wszelkie oficjalne występy. W tamtym czasie istniał odpowiedni klimat do budowy autorytetu adwokatury. Tworzyła go wąska grupa broniąca robotników aresztowanych w czasie wydarzeń radomskich w 1976 r. W stanie wojennym było ich już kilkudziesięciu w skali kraju, którzy bronili w procesach politycznych. Wręcz nazywało się ich "obrońcy polityczni". Ta wysoka pozycja adwokatury zaczęła słabnąć od połowy lat 90. Ostatnie tchnienie wydała w czasie procesów rozliczeniowych, m.in. w sprawie zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki, śmiertelnego pobicia Grzegorza Przemyka, krwawej pacyfikacji kopalni Wujek. Procesy te ciągnęły się latami i nie spełniały oczekiwań opinii publicznej, bo nie kończyły się wiążącymi wyrokami.

O ile jeszcze na początku były szeroko relacjonowane, a niektóre przemówienia pełnomocników pokrzywdzonych obszernie przytaczane przez media, to późniejsze relacje z tych i innych procesów albo całkowicie pomijały rolę adwokatów, albo przedstawiały ją w sposób wykrzywiony. Jedna z ważnych płaszczyzn, na których adwokat kontaktuje się z opinią publiczną, a która mogłaby budować autorytet konkretnego obrońcy, przestała być wykorzystywana. To powolne zanikanie prezentacji niektórych adwokatów jako potencjalnych autorytetów zaczęło się przekładać na całe środowisko.

Taka jest natura współczesnych mediów, że raczej szukają one sensacyjnego wydźwięku opisywanych spraw, niż próbują wydobyć ich pozytywne aspekty. Jeśli dajmy na to są do wyboru dwa tematy: jeden, że jakiś adwokat został aresztowany za udział w machlojkach swojego klienta, a drugim jest przedstawienie wybitnej obrony adwokackiej, to ten drugi nie ujrzy światła dziennego, a pierwszy może się przebić nawet na czołówki gazet czy programów telewizyjnych i radiowych.

Drugą sferą, w której może się kształtować dobra bądź zła opinia o adwokaturze, są publiczne wystąpienia lub pełnione przez adwokatów jakieś funkcje publiczne. Mają oni wtedy możliwość prezentacji siebie jako ludzi o określonej wiedzy, odpowiednim poziomie zachowania i traktowania innych. Trzeba powiedzieć gorzką prawdę, że wielu adwokatów, którzy pełnili funkcje publiczne czy państwowe, zawiodło. A niewiele jest przykładów, które mogłyby być powodem do chluby lub choćby zadowolenia. Do takich adwokatów należał np. zmarły przed blisko pięciu laty Edward Wende. Na przeciwnym biegunie znajduje się Radomir Netzel, który ma na koncie wyłącznie negatywne oceny. I niestety tych drugich przykładów jest znacznie więcej.

Wcześniej przynajmniej kilku adwokatów aspirowało do roli elity intelektualnej. Wielu brało udział w rozmaitych publicznych spotkaniach, komentowało ważne zdarzenia polityczne, społeczne. Traktowani byli nie tylko jako wybitni specjaliści w swojej dziedzinie, lecz jako interesujący ludzie, mający szersze horyzonty, podobnie jak np. wybitni dziennikarze, naukowcy czy politycy. Jednakże adwokaci tacy powoli się wykruszali. I dziś, prawdę mówiąc, nikt nie pyta adwokatów o zdanie. Nie oczekuje się, że wśród nich są ludzie, którzy mają coś do powiedzenia na tematy szersze i ogólne niż tylko swoje wąskie zawodowe.

To pomijanie adwokatów ma swoje powody. Jednym z nich jest niewątpliwie obniżenie ogólnego poziomu intelektualnego tego środowiska. Także czasy nie sprzyjają kształtowaniu się autorytetów budowanych na wielkich wartościach. Nie tylko w środowisku adwokatury. Czy tylko dlatego, że nie ma dziś okazji, by być odważnym obrońcą? Współczesnym Piotrem Skargą - człowiekiem ubranym w togę, walczącym o wielkie sprawy, z którymi łączyłaby się ważna nadzieja społeczna. Tak, aby ludzie mieli poczucie, że ten adwokat walczy we wspólnych dla nas wszystkich sprawach.

Czy można się dziwić, że coraz rzadziej odwołujemy się do autorytetu adwokatów, jeśli widzimy, że ich cała energia jest skierowana na jeden cel - pieniądze. To już nie jest tylko zarabianie. Trzeba raczej mówić o pogoni za pieniądzem. W tym pościgu bierze udział coraz liczniejsza rzesza nieuczciwych obrońców, którzy chcą się szybko dorobić. Ich podłość polega na tym, że żerują na ludzkim nieszczęściu.
Większość ich klientów to rodziny i bliscy aresztantów i więźniów. Przeżywają dramaty i są najczęściej gotowi poświęcić wszystko, aby ratować nieszczęśników. Część adwokatów to wykorzystuje. Bezwzględnie i cynicznie.

Walka z konkurencją
Jak we wszystkich wolnych zawodach, tak i wśród adwokatów ma miejsce rywalizacja. Rzecz w tym, że przeradza się ona, i to gwałtownie, w nieuczciwą konkurencję. Podbieranie sobie klientów, powoływanie się na swoje możliwości staje się zjawiskiem niemal codziennym. Część adwokatów mówi, że tę zarazę powoływania się na rozległe stosunki wnieśli byli prokuratorzy, którzy zamienili togi prokuratorskie na adwokackie. "Ach! To Janek prowadzi śledztwo" - przy klientach powtarza ciągle adwokat, cztery lata temu jeszcze prokurator, zmieniając tylko imiona przy kolejnych sprawach. Daje wyraźnie sygnał swoim klientom, że obrona pójdzie gładko, bo dochodzenie prowadzi jego dobry kumpel. Mami szybkim umorzeniem. Ale dodaje, że nie obejdzie się bez dodatkowych kosztów.

Oczywiście, że nie można wszystkich byłych prokuratorów, a obecnie adwokatów, wrzucać do jednego worka. Nie wszyscy próbują się dorobić za wszelką cenę. Natomiast powołujący się na dawne powiązania na dziesięć umorzeń trafiają jedno, a rozpowszechniają to jako swój osobisty sukces. Choć tak naprawdę na decyzję prokuratury nie mieli najmniejszego wpływu.

Niezależnie od tych, którzy tylko mitologizują swoje znajomości w prokuraturze, część adwokatów rzeczywiście próbuje nielegalnie przez prokuratora załatwić coś korzystnego dla swojego siedzącego w więzieniu klienta.

Doszło do tego, że szef jednej z warszawskich prokuratur wydał polecenie, iż niektórzy adwokaci muszą być przyjmowani przez dwóch prokuratorów naraz. Po to, by uniemożliwić próbę przekupstwa. Rzecz charakterystyczna, wymienieni przez niego adwokaci byli niedawno jego kolegami po fachu.

Patologia istniała zawsze. Robi się niebezpiecznie, kiedy urasta do normy. A że jest sporo takich adwokatów, którzy chcą coś uzyskać za koperty pod stołem, nie ma wątpliwości.
Nieuczciwa konkurencja kwitnie m.in. dlatego, że praktycznie bardzo trudno ocenić, kto jest dobrym adwokatem, kto sprawnym wyrobnikiem, a kto nieudacznikiem.

Jeden ze sposobów walki o pieniądze polega na nieuczciwej akwizycji spraw. Adwokaci angażują do niej nawet policjantów i prokuratorów. Można się tylko domyślać, że ci ostatni nie robią tego bezinteresownie. W praktyce często wygląda to tak, że gdy do prokuratora przychodzi na przykład interesantka, która już ma adwokata, słyszy: "Kogo pani wzięła? Faceta, który się na niczym nie zna i wszystkie sprawy przegrywa?". Po czym ów prokurator wyciąga wizytownik z nazwiskami tych, których może jej polecić z czystym sumieniem. Podobnie jest z tymi, którzy jeszcze adwokata nie wzięli. "Ma pan już adwokata dla syna?" - pyta policjant. "Nie? Myślę, że warto wziąć X.Y., to specjalista w tych sprawach." I podaje wizytówkę tego adwokata.

Kiedyś prokuratorzy i policjanci trzymali wizytowniki na biurku, dziś schowali je do szuflady, ale nadal prowadzą nabór dla niektórych adwokatów. Skąd to wiadomo? Bo klienci, którzy wypowiadają pełnomocnictwo, przepraszają i tłumaczą: "Tak mi poradzono".

Poplecznik przestępcy
Wśród negatywnych opinii o adwokaturze na plan pierwszy wybija się ta, że coraz częściej adwokat jest odbierany jako pomocnik przestępcy, jego poplecznik. Jeden i drugi mają doprowadzić do tego, żeby oszukać sąd, wyprowadzić w pole sprawiedliwość, przekupić jakiegoś policjanta, prokuratora. Adwokaci zaś to ludzie, którzy pomagają zacierać ślady przestępstw. Są niestety podstawy do takiego widzenia roli adwokatów.
Oto znany adwokat warszawski Robert D. wiosną 2006 r. kolejny raz utrudnia rozpoczęcie procesu gangsterów z Wołomina, nie przychodząc do sądu na pierwszą rozprawę.

Kilka lat wcześniej w sądzie jeleniogórskim toczył się proces gangu Mariusza M. ps. Malinger. Na ławie oskarżonych zasiadało blisko dziesięciu zatwardziałych bandytów. Nagle po przerwie dwaj z nich wyciągnęli granaty i pistolety i usiłowali się uwolnić. Wzięli zakładników spośród sędziów, ławników i obrońców. Wybiegli na korytarz. Po wybuchu rzuconych przez nich granatów, rozpoczęła się strzelanina. Policjanci z brygady antyterrorystycznej zastrzelili dwóch zamachowców. Ranni zostali czterej policjanci, protokolantka i sędzia. Później ustalono, że broń, jakiej użyli przestępcy, była ukryta w sądowej toalecie. Wedle prokuratury, udział w przygotowaniu tej akcji mającej na celu ucieczkę na wolność gangsterów miał ich obrońca mec. Marek G.

Te i inne postępki adwokatów skłoniły dwa lata temu jedną z gazet do postawienia skrajnej tezy, że mafiosi i adwokaci znajdują się po jednej stronie barykady, a po drugiej jest społeczeństwo. Adwokaci, z którymi rozmawiałem, są oburzeni, że Naczelna Rada Adwokacka nie podjęła żadnej próby merytorycznej dyskusji poza publikacją kilkuzdaniowego listu, w którym główną i jedyną myślą była ta, że każdy oskarżony winien mieć obrońcę.

Mimo że powszechnie nikt nie podważa opinii, iż adwokat to człowiek, który ma pomagać osobom mającym kłopoty prawne, często pojawia się pytanie, dlaczego cieszący si dobrą opinią adwokaci podejmują się obrony gangsterów? I to takich, którzy mają krew na rękach. Według mnie to zupełnie obojętne, czy klient ma biały kołnierzyk, czy złoty łańcuch na szyi. Jeżeli zawód wykonuje w sposób czysty, nie ma żadnych przeciwwskazań, żeby przyjął sprawę mordercy, gangstera, pedofila, ludobójcy. Przypominam, że w procesie norymberskim wszyscy zbrodniarze hitlerowscy mieli obrońców światowej sławy.
Utożsamianie adwokatów z ich klientami byłoby absolutnie nieuprawnione, gdyby... Gdyby nie druga grupa, która występuje jako consigliere, doradcy mafii. O której mówi się wręcz jako o adwokatach mafii. Ale wtedy lepiej nie mówić o adwokatach, lecz o gangsterach ubranych w togi.

Jednak przy opisie tego zjawiska trzeba zachować ostrożność. Nie można uogólniać ani w jedną, ani w drugą stronę i twierdzić, że wszyscy adwokaci, którzy nie bronią w procesach gangsterskich, są absolutnie czyści, ani że wszyscy, którzy bronią gangsterów, są ich pomagierami. Prawdą jest jednak, że są adwokaci, którzy przechodzą na drugą stronę. Prawdą jest też, że przeciwko adwokatom toczą się sprawy o przestępstwa kryminalne, o współpracę z gangsterami.

Patologii uniknąć się nie da. Ale są poważne obawy, że przestała już być tylko marginesem. Kwestią już tylko pozostaje, jak jest głęboka i jak duże kręgi zatacza.I tu pojawia się kolejny cień na adwokaturze.

Bo nieuczciwi adwokaci powinni być wykluczani przez samo środowisko. Niestety, ze strony środowiska nie ma reakcji. To jedna z jego najpoważniejszych słabości. W adwokaturze uległy zatraceniu naturalne reakcje samoobronne. Polegające na tym, że patologie się otorbia i się ich pozbywa. W środowisku istnieje karygodny wobec takich spraw klimat tolerancji. Przejawia się w postawie niezauważania zła. Zło występuje obok nich, czasami ocierają się o nie, ale nie chcą kiwnąć palcem, żeby się go pozbyć. W tym znaczeniu można powiedzieć, że środowisko adwokackie straciło instynkt samozachowawczy. Nie rozumie, że szansa na przełamanie złych tendencji, na rozwój polega na tym, e adwokatura musi stać się nie tylko profesjonalna, ale etyczna. Że musi być silnie przywiązana do wartości. I to rzeczywiście, a nie tylko deklaratywnie.

Dlaczego tak się dzieje? Sądzę, że to może wynika nawet nie ze złej woli środowiska, ale z sytuacji, w jakiej adwokaci się znaleźli. Opinia, że zawód adwokata jest tak lukratywny, że wszyscy wykonujący go opływają w luksusy, nie jest do końca prawdziwa. Wystarczy wychylić nos nieco dalej poza Warszawę. Zróżnicowanie jest ogromne. Między stolicą a innymi miastami. Między dużymi miastami a prowincją. Na jednym biegunie są kancelarie obsługujące firmy zagraniczne, gdzie honoraria są zawrotne. Na drugim jedno-, dwuosobowe ledwo dychające placówki.
Ale adwokatura właściwa, czyli sądowa, podupadła też dlatego, że radykalnie obniżył się poziom i profesjonalny, i etyczny całego wymiaru sprawiedliwości, sędziów i prokuratorów. Także policji.

Kolejna słabość adwokatury to całkowita dezintegracja środowiska. Kompletna bierność władz. Adwokatura nie ma żadnej osłony ze strony samorządu. Samorząd nie protestuje przeciwko jednemu z największych nieszczęść, jaki przyniesie masowa aplikacja. Zgodzono się na to, żeby z aplikacji zrobić fabrykę, w której z taśmy produkcyjnej wypuszcza się adwokatów. Jaka jest wartość zajęć i jak je można sensownie prowadzić, jeśli na sali jest stu słuchaczy, a zajęcia nie są wykładem, lecz muszą być prowadzone w formie seminaryjnej? Z tradycją nie należy przesadzać, ale przecież ma ona często dużą siłę oddziaływania. Kiedyś nie do pomyślenia było, aby na widoku publicznym na korytarzu w sądzie adwokat całował się z prokuratorem, nawet jeśli prokuratorem była kobieta. Jeszcze kilka lat temu miałby sprawę dyscyplinarną. Teraz widzieli to inni koledzy adwokata i nikt nie zareagował, bo nie dostrzeżono w tym zachowaniu niczego szokującego. Dlaczego? Rada warszawska zaproponowała uchylenie tej normy etycznej obowiązującej jeszcze z czasów przedwojennych.

Czy są jakieś szanse na przerwanie tego staczania się w dół adwokatury? Samorząd musiałby się stać - jak kiedyś - centrum środowiska. I wokół siebie zintegrować je. Prawie wszyscy o tym mówią, zwłaszcza ci, którzy pamiętają "złote czasy", kiedy adwokaci stanowili grupę, którą cieszyło to, że była razem. Aby wykreować autorytety z własnego środowiska, potrzeba gry drużynowej. Powinno być tak: pojawia się jednostka wybitna, należy ją pokazywać, wypychać do góry. Ale na razie można się spotkać z czymś odwrotnym. Uśmiech i poklepywanie po ramieniu, ale wystarczy, że się kolega adwokat odwróci, może zostać łatwo wyśmiany, a nawet opluty.

Dziennik - STRONA GŁÓWNA - Polskich adwokatów opętała moc pieniądza  

ADWOKACKA MIERNOTA I PRZEKRĘTY

Kolejne strony dokumentują stale uzupełniane cykle nieodpowiedzialnego zachowania się funkcjonariuszy władzy i urzędników państwowych:
Sędziowie - oszuści. W tym dziale przedstawiamy medialne dowody łamania prawa przez sędziów - czyli oszustwa "boskich sędziów". Udowodnione naruszania procedury sądowej, zastraszania świadków, stosowania pozaproceduralnych nacisków na poszkodowanych i inne ich nieetyczne zachowania. Czas spuścić ich "z nieba na ziemię" :-)
  Prokuratorzy - czyli tzw. "odpady prawnicze", śmiecie, najczęściej nieetyczni i nie dokształceni funkcjonariusze władzy. Aktualizacja na rok 2007.
Oszustwa polityków - przekręty i wpadki znanych "mniej lub więcej" polityków, czyli urzędników państwowych oszukujących i pasożytujących na narodzie - stale uzupełniany cykl: POLITYKA WłADZA PIENIąDZ
oszustwa komornicze - pasożytów społeczeństwa, często typowych chamów i nieuków,  którzy oszukują właścicieli firm, poszkodowanych i wierzycieli oraz w dupie mają obowiązujące PRAWO
UDOKUMENTOWANE  FAKTY POMYŁEK LEKARSKICH
Krytyka wyroków sądowych nie jest godzeniem w niezawisłość sędziowską. Nadmiar prawa prowadzi do patologii w zarządzaniu państwem - Profesor Bronisław Ziemianin

Polecam sprawy poruszane w działach:
 PROKURATURA  POLITYKA  INTERWENCJE - sprawy czytelników  

Categories: Adwokatura

Polska będzie wówczas bogata kiedy każdy jej obywal będzie czuł wolność finansową

Email

W trakcie organizacji