20
lipiec
2018

Aferyprawa - Adwokaci 2008 - stale dokumentowany cykl

opublikowano: 26-10-2010

AFERY PRAWA OSZUSTWA ADWOKATÓW, RANKING KANCELARII MACENASI HAŁTURY ODSZKODOWANIE OD ADWOKATA Adwokaci 2008 - stale dokumentowany cykl 'mecenasów' produkujących chałturę i kit, dowody nieetyki, przekrętów, naciągania i i sprzedawania klientów...

'Mecenasi chałtury prawniczej' - czyli jedyni usługodawcy którzy nie ponoszą odpowiedzialności za odstawiane fuszerki i oszustwa, typowi pasożyci społeczeństwa - ale wszystko do czasu...

21.07. Na polecenie kieleckiej prokuratury przez kilka tygodni podsłuchiwano adwokatów z krakowskiej kancelarii, którzy nic nie mieli wspólnego ze śledztwem prowadzonym przez prokuraturę.
Sprawę opisał wczoraj 'Dziennik Polski'. Chodziło o śledztwo, które kieleccy prokuratorzy prowadzili przeciwko krakowskiemu adwokatowi Markowi M. Podejrzewano go o pomoc w próbie wyłudzenia okupu za skradziony samochód. W trakcie śledztwa kielecka prokuratura wystąpiła do sądu o zgodę na podsłuchiwanie rozmów prowadzonych przez adwokata. Podsłuchy założono na telefony stacjonarne w kancelarii i komórki. Po tym, jak postępowanie adwokatowi warunkowo umorzono, okazało się, że kancelaria, w której słuchano rozmów, nie należy do Marka M., a jedynie wskazano ją jako adres do doręczeń korespondencji dla niego.
Andżelika Michalak z biura prasowego krakowskiego sądu potwierdziła wczoraj, że sąd w Krakowie kilka tygodni temu po zażaleniu adwokata uznał podsłuchiwanie rozmów z telefonów stacjonarnych w kancelarii za nielegalne i bezpodstawne.
- Z uzasadnienia tego postanowienia wynika, że prokuratura we wniosku o zgodę na rejestrowanie rozmów wskazała, że wszystkie te numery należą do Marka M. i są użytkowane przez niego - informuje Michalak. Co ciekawe, adwokaci z kancelarii, gdzie podsłuchiwano rozmowy, występowali jako obrońcy w innym śledztwie prowadzonym przez kielecką prokuraturę, a dotyczącym głośnej sprawy tzw. kantoru Wielopole.
Sławomir Mielniczuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach:
- Nie mogę wiele powiedzieć na temat tej sprawy, ponieważ materiały objęte są klauzulą tajności.
28.04. Sprawa adwokata i polityka Jana Widackiego oskarżonego o podżeganie do składania fałszywych zeznań sypie się? Dziś sędzia Barbara Piwnik zdecyduje, czy nie zwrócić akt prokuraturze.
Sąd ma wątpliwości, czy śledztwo było rzetelne.
Prokuratura obsadziła mec. Widackiego w roli 'posłańca' między Janem Kulczykiem a Markiem Dochnalem, świadkiem przed orlenowską komisją śledczą. Zarzuca mu także, że przenosił informacje od dwóch gangsterów.
Gdyby przyjąć wersję prokuratury, adwokat przekroczył granice prawniczych sztuczek, złamał prawo. Udowodnienie winy oznaczałoby koniec jego kariery.
Widacki o zarzutach mówi, że oparte są 'na fałszu' i że powodem śledztwa jest jego konflikt ze Zbigniewami - Ziobrą i Wassermannem. Najistotniejsze jest więc odkrycie, jak doszło do tego, że prokurator się nim zajął.
Dla uproszczenia sprawy pominiemy dwa wątki oskarżenia Widackiego: • za przeniesienie grypsu od „Bandziora” (samego grypsu w aktach nie ma, zastępują go zeznania pewnego bandyty o grypsie, zresztą z trzeciej ręki) • i za podżeganie Dochnala do fałszywych zeznań przed komisją. Ta sprawa już raz - w grudniu 2005 r. - była umorzona.
Na Wassermannie ta informacja powinna zrobić wrażenie. Komisja orlenowska była świeżo po awanturze z mec. Widackim. Adwokat był przed nią pełnomocnikiem biznesmena Jana Kulczyka. Komisja chciała wyjaśnić, czy Kulczyk nie cieszył się specjalną protekcją prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego (chodziło o podział wpływów na rynku energetycznym). Widacki stawiał opór temu polowaniu na 'grubego zwierza' i sam stał się zwierzyną łowną. Wassermann m.in. pomówił Widackiego o związki z jeszcze słynniejszym gangsterem - 'Baraniną'.

2008.03.08 Warszawska parafia ewangelicka domaga się w sądzie unieważnienia umowy sprzedaży działek wartych 80 mln zł. Sprzedała je za pół tej ceny kancelaria mecenasa Józefa Lubienieckiego.
Dlaczego ludzie - wydawałoby się - znający prawo są w stanie pójść tak daleko? - pytał proboszcz parafii ewangelicko-augsburskiej Piotr Gaś w reportażu, który 'Gazeta' opublikowała w lutym. Mec. Lubieniecki secjalizuje się w odzyskiwaniu majątków utraconych przez kościół. To on przed tzw. Komisją Regulacyjną wywalczył dla ewangelicko-augsburskiej parafii św. Trójcy działki zamienne za utracone po wojnie nieruchomości. A potem uczestniczył w ich obrocie. Wszystko za pokaźną prowizję - nawet do 25 proc.
Pierwsza działka (ul. Towarowa róg Prostej) sprzedana została w 2005 r. za - jak ujawniła 'Gazeta' - połowę wartości. Dwie kolejne - tzw. serek wolski w atrakcyjnym punkcie stolicy - sprzedane zostały przez kancelarię Lubienieckiego w 2007 r. za 9 mln euro. Parafia uważa, że warte są dwa razy tyle. A do transakcji doszło za jej plecami. Walczy o jej przekreślenie. Na trzy sposoby:
• zawiadomiła prokuraturę i śledczy badają, czy doszło do oszustwa i poświadczania nieprawdy w dokumentach przez adwokatów i notariuszy;
• wystąpiła o wpisanie zastrzeżenia do księgi wieczystej, aby zapobiec wpisaniu tam nowego właściciela - nieznanej spółki Glob Tower kontrolowanej przez cypryjski kapitał;
• wytoczyła proces o unieważnienie aktu notarialnego kupna-sprzedaży z sierpniu 2007 r.
Proces ten przed warszawskim sądem zaczął się od przesłuchania ks. Sławomira Sikory, proboszcza pomocniczego parafii, który obok adwokata Lubienieckiego odegrał kluczową rolę w sprawie. To ks. Sikora w parafii zajmował się restytucją utraconego mienia. To on w 1999 r. podpisał u notariusza umowę zlecenia i pełnomocnictwo dla mec. Lubienieckiego. Tak sformułowane, że - jak utrzymuje kancelaria Lubienieckiego i spółka Glob Tower - mógł on działkę w imieniu parafii sprzedać.
- Mec. Lubieniecki uzyskał z mojej strony informacje, że parafia nie chce sprzedać tej nieruchomości. A jeżeli taki zamiar by miała, zgodę na to wyrazić musi zgromadzenie parafialne, a następnie uzyskać akceptację Konsystorza - zeznawał wczoraj ks. Sikora. Taka - zgodna z prawem kościoła - procedura zachowana została w przypadku sprzedaży działki Towarowa róg Prostej. Do aktu notarialnego stawał wówczas proboszcz.
Niedochowanie procedur przy sprzedaży 'serka' to kolejny argument parafii za unieważnieniem umowy. Umowę przedwstępną zawarł osobiście mec. Lubieniecki, ostateczną - wspólnik w jego olsztyńskiej kancelarii. Transakcję też dopięto w Olsztynie. Parafia dowiedziała się o tym przypadkiem. Pieniędzy żadnych nie dostała.
- Zaufanie, które parafia pokładała w kancelarii mec. Lubienieckiego, zostało nadwerężone - komentuje ks. Sikora.
Czyżby objawiło się prawdziwe 'oblicze adwokackie' mecenasa od przekretów?

07.03.2008 Eksplozja przed domem nieetycznego adwokata Ryszarda Rodkiewicza z Zagórza. Zamiast niego poważnie ranny został jego ojciec.
Przed jego domem w Zagórzu doszło w piątek 07.03. o godz. 5.30. do potężnego wybuchu. Jak ustaliła policja przed bramą wjazdową domu adwokata nieznany jeszcze sprawca zostawił tajemniczy pakunek.
- Najprawdopodobniej było to plastikowe wiadro wypełnione śmieciami. A pod śmieciami jakaś ciecz. Nie wiemy jeszcze, co to mogła być za substancja - mówił nam Janusz Ohar z Prokuratury Okręgowej w Krośnie, który jak zwykle plecie bajki...
Na miejsce zdarzenia przyjechali policjanci i prokurator. Pojawili się też specjaliści od ładunków wybuchowych. Zabezpieczali ślady. Rannego ojca adwokata natychmiast przewieziono do szpitala w Sanoku, gdzie przeszedł operację. - Jego stan jest ciężki. Więcej informacji nie udzielamy - zastrzegał Paweł Boczar, lekarz dyżurny oddział anestezjologii sanockiego szpitala. Udało nam się ustalić nieoficjalnie, że 83-letni mężczyzna ma poważne obrażenia brzucha i rąk. Jest mocno poparzony.
Policjanci mówią, że najprawdopodobniej celem ataku był mecenas Ryszard R. a jego ojciec jest przypadkową ofiarą. Znalazł się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie - dodają.
- Nie wykluczamy, że była to próba zamachu na życie adwokata. Ale jest jeszcze za wcześnie na takie stwierdzenia - informował Wiesław Klaczak, szef skorumpowanej Prokuratury Rejonowej w Sanoku, która wszczęła śledztwo.
Informacja o eksplozji przed domem mecenasa R. natychmiast rozniosła się wśród sanockich adwokatów. To właśnie w Sanoku Ryszard Rodkiewicz ma od dwóch lat kancelarię. Wcześniej pracował w Krośnie, ale tam narobił tyle przekrętów, że musiał to miasto opuścić. Adwokatem jest od dziesięciu lat.
Jego wspólnik od oszustw - Tomasz Ostafil, adwokat z Krosna, który pracował z Rodkiewiczem sam jest w szoku czy ktoś i jemu bomby nie podłoży.
- Być może jakiś klient adwokata był niezadowolony z prowadzenia przez niego sprawy i chciał się zemścić. A może po prostu był to głupi żart. To wszystko wymaga dokładnych ustaleń - dodaje prokurator Ohar, który umysłowo nie jest w stanie robić żadnych ustaleń.
Teraz poczekamy, aż wkurwieni i oszukani klienci zaczną wysadzą w powietrze reszta tych pasożytów w togach.

30.07.2007 Krakowski adwokat Jan Widacki został oskarżony przez białostocką prokuraturę apelacyjną o nakłanianie świadków do zmiany zeznań, które obciążały jego klientów. Chodzi m.in. o sprawy zabójstwa bossa pruszkowskiej mafii Andrzeja K. ps. 'Pershing' oraz zeznań lobbysty Marka Dochnala przed komisją śledczą ds. Orlenu.
Śledztwo w tej sprawie rozpoczęło się w listopadzie 2005 r., kilka miesięcy po przesłuchaniu biznesmena Jana Kulczyka i lobbysty Marka Dochnala przed sejmową komisją śledczą ds. Orlenu. Widacki był pełnomocnikiem Kulczyka, a Dochnal podczas swoich zeznań miał powiedzieć, że Widacki naciskał na niego (poprzez adwokata Dochnala), aby ten nie oczerniał jego mocodawcy. Mecenasowi zależało na zatajeniu informacji o powiązaniach biznesmena z rosyjskim Łukoilem. Za milczenie - powołując się na swoje koneksje - Widacki miał obiecać lobbyście wyjście z aresztu.
- Sprawa nie ma żadnego podłoża politycznego - tłumaczy prokurator Janusz Kordulski z białostockiej prokuratury. - Mamy dowody pochodzące od różnych osób występujących w trzech różnych sprawach. To nie jest pomówienie jakiegoś jednego przestępcy.
Tym 'przestępcą' ma być Sławomir R. ps. 'Woźny', płatny zabójca, który w Białymstoku odsiaduje wyrok 25 lat więzienia m.in. za dwa morderstwa i trzy usiłowania.
Trzecia ze spraw dotyczy przekazywania grypsów przez Widackiego osobom powiązanym z gangiem Krzysztofa F. ps. 'Bandzior', który był oskarżany o serię zabójstw na południu Polski w latach 1996-2000. Adwokat w jego procesie był jednym z obrońców. Dzięki przekazywanym informacjom przestępcy chcieli namawiać świadków do zmiany zeznań.
Akt oskarżenia w tej sprawie został już przesłany do warszawskiego sądu rejonowego. Razem z mecenasem oskarżono jeszcze pięć osób, które miały współpracować z adwokatem (członków rodzin jego wcześniejszych klientów). Świadkami w procesie będą m.in. Zbigniew Wassermann, Marek Dochnal, Jan Kulczyk oraz świadek koronny zeznający w procesie o zabójstwo 'Preshinga'.


Z archiwum: Mecenas Jaromir Netzel w sieci wielu spółek

Jaromir Netzel otrzymał ponad 200 tysięcy złotych od spółki Managment Finance Company. Firma ta była jednym z najważniejszych ogniw w wyłudzaniu i praniu pieniędzy przez grupę, która odpowiada przed sądem w Gdyni.

Skąd mogły pochodzić pieniądze, które dostał Jaromir Netzel?
Odpowiedzi trzeba szukać w aktach dotyczących spółki Managment Finance Company. Jej właścicielem był Jerzy B. - oskarżony o wyprowadzenie majątku ze spółki Drob-kartel. Prokuratura oskarża go, że jako szef rady nadzorczej kierował wyprowadzeniem majątku właśnie do Managment Finance Company. Najpierw Drob-kartel sprzedał jej nieruchomość, którą następnie wydzierżawił. W rezultacie i nieruchomość, i pieniądze znalazły się w spółce Jerzego B.

Ale to nie jedyny powód zainteresowania wymiaru sprawiedliwości tą spółką. W 1999 roku jeden z działających w Trójmieście banków zawiadomił prokuraturę o podejrzanych przelewach płynących z wyspy Jersey właśnie do Managment Finance Company. Setki tysięcy marek i dolarów nadchodziły z banku Barclays w St. Helier na wyspie Jersey. Pytana przez pracowników banku przedstawicielka spółki nie potrafiła wyjaśnić transferów. O transferach nie wiedział NBP, chociaż wymagało tego prawo. Dlatego bank zawiadomił prokuraturę. - Śledztwo w tej sprawie jest zawieszone, czekamy na informacje od władz wyspy Jersey - powiedział Dariusz Popieniuk z Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku. Z ustaleń „Rz” wynika, że podejrzanych o pranie pieniędzy jest więcej firm należących do Jerzego B., które przelewały między sobą miliony złotych niewiadomego pochodzenia.

Jerzy B. był właścicielem wielu firm. Część z nich, m.in. J.M.B. Inwest, mieściła się w Gdyni przy ul. Świętojańskiej 91/4. Dokładnie pod tym samym adresem mieściła się kancelaria adwokacka Jaromira Netzela.

To nie koniec związków Jerzego B. i znanego gdyńskiego adwokata. W 1999 roku J.M.B. Inwest otrzymała prawie pięć milionów złotych kredytu z PKO BP. Kredyt był przeznaczony na zakup działek. Tylko, jak wynika z ustaleń „Rz”, Jerzy B. kupił działki sam od siebie. J.M.B. Inwest odkupiła nieruchomości w Gdyni Orłowie od... Managment Finance Company. - „Pamiętam, że w 1999 roku konto spółki MFC w PKO BP zostało zasilone kwotą 4,8 miliona złotych” - zeznawała kilka lat temu Janina L., oskarżona razem z B. w aferze Drob-kartelu. - „Pieniądze te przelane zostały na konto MFC jako zapłata za zakupione grunty”.

W PKO BP pracował Jaromir Netzel. Czy brał on udział w udzielaniu kredytów? Zapytaliśmy o to wczoraj prezesa PZU, ale nie dostaliśmy jeszcze odpowiedzi. W oświadczeniu przesłanym mediom Netzel napisał, że nigdy nie pracował równocześnie w firmie, której PKO BP udzielił kredytu. To fakt. Ale pracował dla człowieka, którego firma taki kredyt dostała.

Ustaliliśmy też inny znaczący fakt. Szefem gdańskiego oddziału, a później wiceprezesem w centrali PKO BP był w tym czasie Waldemar Stawski. Jego nazwisko również przewija się w aferze Drob-kartelu. Ale to nie koniec. Jak wynika z Krajowego Rejestru Sądowego, będąc wiceprezesem państwowego banku, łączył tę funkcję ze stanowiskiem prezesa spółki Baltic Service - kolejnej spółki Jerzego B. I także ta spółka, zdaniem UOP i prokuratury, była zamieszana w pranie pieniędzy.

źródło: Rzeczpospolita, 13.06.2006


< >I typowe wybrane oszustwa adwokackie opisane w AP:
Renata BŁUSZKOWSKA - mataczenie NACZELNEJ RADY ADWOKACKACKIEJ

Adwokat z urzędu - to takie mniej niż zero. Na pewno nie pomoże, najczęściej zaszkodzi. Czy Rady Adwokackie zaczną eliminować ze swej korporacji 'czarne owce palestry'? Piotr Ochałek i Adam Klinczak Nowy Sącz oraz inni barani podkarpaccy...

Kolejne strony dokumentują stale uzupełniane cykle nieodpowiedzialnego zachowania się funkcjonariuszy władzy i urzędników państwowych.

Categories: Adwokatura

Polska będzie wówczas bogata kiedy każdy jej obywal będzie czuł wolność finansową

Email

W trakcie organizacji